środa, 1 kwietnia 2015

2. Nie dowiedzą się...




  Sarah rozejrzała się po Sali, napotykając zatroskane spojrzenie April, która była równie wstrząśnięta, jak i ona. Brunetka jednak musiała uczynić co nieuniknione, więc zwlekła się ze stołka i ruszyła ku wiwatującym Gryfonom bez krzty entuzjazmu. Zajęła pierwsze lepsze wolne miejsce i oparła brodę na dłoni, wpatrując się w blat stołu.
-Hej… –zaczepił ją jakiś brązowowłosy chłopiec, siedzący obok. Dziewczyna spojrzała na niego leniwie. –Wszystko w porządku? –zapytał z troską. Brunetka pokiwała głową, chodź prawda była inna. Popatrzyła z utęsknieniem na stół Ślizgonów, po czym westchnęła głośno.
-No to o jeden kłopot mniej. –orzekła z entuzjazmem Gabrielle, klaskając w ręce. Astoria spiorunowała ją wzrokiem.
-Ona i tak do nas nie pasowała. –oznajmiła blondynka, kręcąc głową, po czym skierowała się do April. –Więc… Jak pierwsze wrażenie o Hogwacie?
April rozejrzała się po Sali.
-Jest cudownie! –zapiszczała, na co Astoria zachichotała. Elle przewróciła oczami.
-Zaraz zwymiotuję. –bąknęła do Blaise’a. Chłopak spojrzał na nią z rozbawieniem, po czym nachylił się, by pocałować ją tuż pod uchem. Ślizgonka zamruczała cicho.
-Nie przejmuj się nią. –szepnął ciemnoskóry tuż nad jej uchem.
-Nie przejmuję… -bąknęła Elle, odtrącając chłopaka.
-Kim się przejmujemy? –zapytał głos tuż obok Blaise’a. Gabrielle odwróciła wzrok. Dobrze rozpoznawała ten głos, nawet kiedy nie chciała. 
-Tą nową. April. –zaśmiał się Zabini. Draco uniósł brew.
-Co z nią?
Obydwoje spojrzeli w tamtą stronę. April i Astoria chichotały w najlepsze. Gdy poczuły na sobie ich spojrzenia, zaprzestały rozmów. Astoria wysłała Draconowi całusa, na co ten uśmiechnął się szeroko. Gabrielle zaparło dech w piersiach, gdyż akurat Bóg jeden wie dlaczego w tamtym momencie spojrzała na niego. Znów wbiła wzrok w przeciwną stronę.
-Wszystko gra? –zapytał Blaise tuż nad jej uchem.
-Ja… -zaczęła brunetka, po czym spojrzała na chłopaka i przełknęła głośno ślinę, wpatrując się w jego zatroskane oczy. –Muszę wyjść. –rzuciła, wstając.
Zabini pociągnął ją za ramię.
-Coś się stało?
-Po prostu mi słabo. –wyjaśniła brunetka wyrywając się, po czym ruszyła szybkim krokiem w stronę drzwi. Draco patrzył na nią w zamyśleniu, gdy wychodziła w pośpiechu z Sali. 

 -*-

   
  Po kolacji wszyscy uczniowie mieli udać się do dormitoriów. Sarah wyszła z Wielkiej Sali i  już miała podejść do prefekta naczelnego jej domu, który aktualnie wyjaśniał coś pierwszoroczniakom, gdy nagle ktoś chwycił ją mocno za ramię.
-Auu… April? O co chodzi? –zapytała z pretensją w głosie Sarah. Przyjaciółka ją puściła.
-Ja… Musimy porozmawiać…-zaczęła niepewnie Ślizgonka. Sarah spojrzała na przyjaciółkę z unienionymi brwiami. -Chciałabym, żeby TO… -zaczęła końcu April, wskazując głową stół Slytherinu, po czym spojrzała na grupkę Gryfonów i znów na Sarę. -…nie zaważyło na naszej przyjaźni.
Sara spuściła wzrok. Ona też miała taką nadzieję.
-Ja też… -mruknęła cicho. April przytuliła ją mocno, ale Gryfonka nie odwzajemniła uścisku.
-O co chodzi?
-Być może o to, jak ją potraktowałaś w pociągu. A potem w Hogsmeade. –odezwał się głos nad nimi. Obie spojrzały w górę i ujrzały Chrisa Scotta. April uśmiechnęła się uwodzicielsko, na co Sarah przewróciła oczami. Ślizgonka już miała coś odpowiedzieć, gdy nagle odezwał się czarnowłosy. –Sarah… Gryfoni już poszli. –oznajmił z rozbawieniem. Brunetka momentalnie poderwała się jak oparzona i spojrzała w stronę, gdzie wcześniej stał prefekt wraz z pierwszoroczniakami. Nikogo już tam nie było.
-Cholera. –warknęła, biegnąc w stronę najbliższego korytarza, przy którym wcześniej stali Gryfoni. Nie było tam już żadnych uczniów. Wszyscy byli w dormitoriach. Sarah spojrzała w dal. Robiło się coraz ciemniej.
-Ja to mam szczęście… -zamruczała pod nosem, idąc przed siebie. Przecież na pewno ktoś jeszcze nie dotarł do dormitorium. Z pewnością ktoś mi wskaże drogę do salonu Gryfonów.
Sarah nagle usłyszała jakieś szepty w jednej z sal, która powinna o tej porze być pusta. Stanęła jak wryta, po czym trochę ochłonęła i zbliżyła się cichutko do drewnianych drzwi, które były lekko uchylone. To co ujrzała w Sali było dla niej niemałym szokiem. Na jednym ze stolików siedziała Gabrielle, obejmująca nogami w pasie Dracona Malfoy’a i całująca go z pasją. Blondyn trzymał jedną rękę pod jej koszulką, a drugą mocno przyciągał do siebie za kark – tak na wszelki wypadek, aby dziewczyna nie przerywała pocałunku. Sarah miała wrażenie, że ta dwójka zaraz się nawzajem połknie i aż jej się wezbrało na wymioty. Ciekawość jednak wzięła swoje, więc nadal stała w tym samym miejscu.
-Draco… -mruknęła Elle w usta blondyna, próbując go od siebie odepchnąć. –Draco, przestań. –warknęła pewniej, ale na próżno. Ślizgon znów przycisnął jej usta do swoich i na siłę wsunął język do jej ust. Brunetka z początku się opierała, ale po chwili się poddała. Nie. Nie mogę mu na to pozwalać. Elle nie zastanawiając się dwa razy ugryzła szybko chłopaka w język, na co ten oderwał się od niej jak oparzony.
-Draco, nie możemy! –warknęła, chodź starała się warczeć szeptem. –Co by powiedział Blaise? A Astoria? Nie zależy ci na niej? Bo mi tak!
-A od kiedy to jesteś taka święta, Gabs? –zapytał z rozbawieniem Ślizgon. Gabrielle uśmiechnęła się zadziornie.
-Nigdy nie byłam święta, Malfoy. –szepnęła, zbliżając się do niego. Zarzuciła mu ręce na kark i zbliżyła ich twarze do siebie tak, że ich usta niemal się stykały. –Ale oszukiwanie przyjaciół boli. –szepnęła prosto w jego usta.
-A będzie bolało jeszcze bardziej, jeśli się o tym dowiedzą. –stwierdził blondyn. Elle musiała przyznać mu rację. –Nie przejmuj się tym. –szepnął jej do ucha, po czym odsunął się na odległość metra. Spojrzał na Gabrielle z góry, po czym jak gdyby nigdy nic ruszył w kierunku drzwi. I wtedy Sarah zdała sobie sprawę, że musi uciekać. Ale jeśli pobiegnie, to on ją usłyszy. Nim jednak zdążyła opracować plan działania, Draco był już jakieś dwa metry od drzwi. Sarah wstrzymała oddech, gotowa ponieść karę, ale nagle jakaś niewidzialna siła popchnęła ją do tyłu i zatkała usta ręką. Przed sobą zobaczyła jakąś srebrną błonkę, jednak nie potrafiła określić, co to. Próbowała się wyrwać, ale gdy nagle drzwi się otworzyły na oścież, a Malfoy wyszedł na korytarz, Sarah zastygła i wstrzymała oddech.
-Ani mru-mru. –szepnął jej jakiś głos do ucha. Sarę przeszył dreszcz, ale posłusznie milczała.
Ślizgon rozejrzał się po korytarzu badawczo, a gdy nic podejrzanego nie zauważył, ruszył w głąb korytarza. Po jakimś czasie, gdy jego kroki ucichły, z klasy wyszła Elle. Również rozejrzała się po korytarzu i znikła w ciemnościach. Gdy jej kroki również ucichły, ręka zsunęła się z ust Sary i ukazał się napastnik. Był nim Chris.
-Scott…
-Zapamiętałaś moje nazwisko. Gratulacje. –pochwalił ją czarnowłosy, po czym jak gdyby nigdy nic ruszył w głąb korytarza. Sara spojrzała na niego z niedowierzaniem, po czym zastanowiwszy się chwilę, ruszyła za nim. Chłopak sunął długimi krokami przez korytarz, a Sarah dreptała za nim, próbując nadążyć i zastanawiając się, jak zapytać go o drogę do Salonu Gryfonów.
-Wiesz… Nie potrzebuję ogona. Wystarczy powiedzieć dziękuję i po sprawie. –oznajmił Chris, obracając się przez ramię. Gryfonka spojrzała na niego spod brwi.
-Dziękuję… -odparła po chwili, ale nadal nie zwalniała kroku. –Ale…
-Masz jakiś problem? –zapytał Ślizgon, zatrzymując się tak raptownie, że brunetka niemal na niego wpadła.
-Ja… Zgubiłam się…
-To nie powód, żeby za mną łazić. –stwierdził Chris. Sarah przewróciła oczami.
-Chciałabym się dostać do pokoju wspólnego. –oznajmiła brunetka, coraz bardziej żałując, że zdecydowała się skierować z tym do niego. Ale co innego mogłaby zrobić?
-Ciekawe postanowienie. –stwierdził Ślizgon. –Powodzenia. –dodał, po czym ponownie ruszył przed siebie. Sarah podreptała za nim.
-Nie pomożesz mi?
Chris prychnął, ale nie zwolnił kroku.
-Przypominam, że jestem tu tak samo nowy, jak ty… -odrzekł z rozbawieniem.
-Ale jakoś zapuszczasz się sam o tej porze w korytarze Hogwartu z peleryną-niewidką. –zauważyła Gryfonka, zdając sobie sprawę, czym była owa srebrna błonka, która wcześniej ją okryła. Pani Ross – jej przybrana matka – opowiadała jej o tym ciekawym magicznym przedmiocie, który czynił niewidzialnym czarodzieja, który ją nosi.
-Spostrzegawcza jesteś. –zaśmiał się Chris. –Dobra, zaprowadzę cię do tego salonu Gryfonów. –poddał się w końcu, skręcając w jakiś korytarz. Sarah popędziła za ni, starając się dorównać mu kroku. Całą drogę przebyli w milczeniu. Ciszę przerywał tylko stukot obcasów Gryfonki. W pewnym momencie czarnowłosy zatrzymał się przed jakimś portretem, przedstawiającym otyłą kobietę. Portret Grubej Damy. –stwierdziła Sarah, przypominając sobie opowieści jej przybranych rodziców o Hogwacie.
-To tutaj. –oznajmił Ślizgon. –Niestety z hasłem musisz sobie poradzić sama. –zachichotał, drapiąc się po potylicy. Brunetka uderzyła otwartą dłonią w czoło.
-Zapomniałam… -oznajmiła ze zrezygnowaniem, spoglądając błagalnie na Gruba Damę, która jedynie pokręciła głową. Sarah spojrzała w miejsce, gdzie wcześniej stał Chris, ale już go tam nie było.
-Dziękuję… -oznajmiła, chodź nie była pewna, czy Ślizgon jeszcze gdzieś tu jest. Brunetka nie wiedząc, co począć, usiadła na schodach i położyła dłonie na kolanach. Jakiś czas siedziała spokojnie, rozglądając się po korytarzu, aż wreszcie ze zmęczenia oparła głowę na dłoni. Nie zauważyła nawet, kiedy zapadła w sen. 

-*-

-Uczniowie nie są w łóżkach! –zaskrzeczał głos, dobiegający z oddali. Brunetka niechętnie otworzyła oczy i przejechała ręką po włosach. Był zapewne środek nocy. Ciemny korytarz oświetlały jedynie stare lampy naftowe. Sarah dojrzała u dołu schodów szkolnego woźnego, biegnącego z zapałem w jej stronę i jego kotkę drepczącą za nim. Gdy dobiegł do niej, z zadowoleniem chwycił ją za ramię, mrucząc coś o tym, że pewnie wyszła na jakąś nocną przechadzkę. Gryfonka jednak go nie słuchała, bo jedyne czego teraz pragnęła to cieplutkiego łóżka, które czekało na nią w dormitorium. Posłusznie więc szła z woźnym, który oświadczył, że zaprowadzi ją do profesor McGonagall, która pomimo objęcia obsady dyrektora, nie zrezygnowała z pełnienia obowiązku opiekuna Gryffindoru. Gdy wreszcie doszli do gabinetu dyrektora, Filch wypowiedział hasło tak cicho, że Gryfonka go nie usłyszała. Chimera się odsunęła, ukazując schody. Filch puścił Sarę przodem, by móc dźgać ją w plecy kijem od miotły, aby ją pospieszyć, co pewnie miało go utożsamić z policjantem, który prowadzi do radiowozu jakiegoś groźnego przestępcę. Gdy przekroczyli próg gabinetu, Filch zatarł ręce w konspiracyjnym geście, po czym ponownie dźgnął Sarę w plecy. Dziewczyna przewróciła oczami, po czym rozejrzała się po gabinecie. McGonagall siedziała za swoim biurkiem, na którym rozłożone było mnóstwo papierów i pisała coś na jednym z nich. Gdy woźny głośno odchrząknął, spojrzała na nich spod okularów.
-Przyprowadziłem tu uczennicę, którą znalazłem na korytarzu. –zaskrzeczał woźny z dumą. –Pewnie wybrała się na jakąś nocną…
-Dziękuję, Argusie. –przerwała mu dyrektorka. –Witam, panno Ross. Czy jest jakiś szczególny powód, dla którego o tej porze jeszcze nie jesteś w swoim dormitorium?
Woźny łypnął na Gryfonkę podejrzliwym wzrokiem, jakby chciał przejrzeć ją na wylot. Brunetka przełknęła głośno ślinę i spojrzała na dyrektorkę.
-Ja… Nie znam hasła do dormitorium… -wydukała. Minerwa głośno westchnęła.
-O ile dobrze mi wiadomo, miałaś udać się do pokoju wspólnego razem z prefektem swojego domu i pierwszoroczniakami. –oznajmiła kobieta.
-Ja… Zagadałam się. –przyznała Sarah.
-To dość nieodpowiedzialne z pańskiej strony, panno Ross. –orzekła McGonagall. Gryfonka spuściła głowę i zarumieniła się po uszy. Zawsze była odpowiedzialna i postawienie jej w takiej sytuacji było dla niej wielką udręką. –Nie mniej jednak, jako że to twój pierwszy dzień w szkole, przymknę oko na to przewinienie, jeśli mi obiecasz, że więcej taka sytuacja nie będzie miała miejsca.
-Ja… Obiecuję. –odparła brunetka.
-Cudownie. Dziękuję, Argusie. Teraz ja przejmuję pannę Ross. –orzekła McGonagall, wstając od biurka. Filch pomruczał coś pod nosem, ale grzecznie wyszedł z gabinetu.
-Proszę iść za mną, panno Ross. –rozkazała dyrektorka, kierując się w stronę drzwi.

  Dyrektorka zaprowadziła Sarę do wieży Gryffindoru i powiedziała hasło, nakazując dziewczynie dobrze je zapamiętać. Orzekła także, że Gryfonka bez niego nie trafi do dormitorium i oznajmiła, że hasło będzie się co jakiś czas zmieniać, ale ona będzie o tym informowana na bieżąco. Sarah grzecznie podziękowała dyrektorce, po czym udała się do salonu Gryfonów i nawet nie rozglądając się po pokoju wspólnym, podążyła od razu do dormitorium dziewcząt, gdzie nakazała jej się skierować kobieta. Tam czekał na nią jej kufel, kot oraz – co najważniejsze – łóżko. Sarah nawet się nie przebierała, tylko - tak cicho, aby nie pobudzić swoich współlokatorek – zdjęła buty i poszła spać w ubraniach. 


 

   Rozdział co prawda krótki i dodany po dość długim czasie, jak na drugi rozdział, jednak następne postaram się dodawać częściej. Po prostu staram się to pisać tak jakby... hm... z przyjemności, a nie na siłę. Mam nadzieję, że to zrozumiecie (jeśli tu jesteście) i będziecie czekać na moje wypociny. ;)
Jeżeli tu jesteście: Proszę, zostawcie po sobie ślad. Jeśli Wam się nie podoba: Napiszcie, co Wam nie pasuje, a ja postaram się zrobić, co w mojej mocy, żeby to naprawić. Przecież uczymy się na błędach!
Miłego czytania! :)